niepewny swych wyborów, nie wiem co mam robić.
Lecz muszę iść naprzód, jakoś muszę żyć,
choć miłość nie będzie życia mego zdobić.
Przyjaciel mój - niegdyś bardzo bliski mi,
idzie w drugą stronę, oddala się codziennie.
Nie mogę się nim cieszyć, choć we wspomnieniach tkwi,
Nie wielbię jak kiedyś - i wiem, że wzajemnie.
Oddala się przeszłość, którą tak ceniłem,
oddala się wszystko co było mi bliskie.
Jak wszelkie wartości, w które wierzyłem,
były nieuchwytne - tak bardzo śliskie.
Nic już nie daje poczucia wolności,
nie daje nic szczęścia, choćby zamiennego...
Narasta frustracja, uczucie mej złości,
nie umiem udowodnić wartości życia swego.
Poznaję nowych ludzi, odkrywam horyzonty,
choć bliskie się wydają, to nic w nich szczególnego...
Na różne sposoby, na różne działam fronty,
nie mogę zmienić fatum, swego losu złego.
Wiele błędów za sobą zostawiłem,
wiele miłych chwil, w sercu mym zostanie...
Czasu już nie zmienię, przyszłości nie zmieniłem,
lecz wołam o dni lepsze - marne me wołanie...
Więc tkwię w tej pustce, wciąż się pogrążając,
w pustce, beznadziei, bez planu na przyszłość.
Niczego nie osiągnę, po prostu się starając,
bo takie moje fatum, to moja rzeczywistość...