Ze śniegiem wraz spadają,
kartki z kalendarza.
Wspomnienia dziś wracają,
samotność wciąż przeraża.
Choć zabrał Cię sakrament,
po życia kresu czas,
Twe serce wciąż - jak diament,
wspominam... Ciebie... Nas.
Choć widzę błękit nieba,
spowite jest w szarości.
Do barw mi Ciebie trzeba,
brakuje Twej miłości...
Wspomnień gorzki smak,
ściska gardło.. serce..
Tęsknoty jasny znak,
załamane ręce...
Pragniemy zawsze marzyć,
że wszystko dobrze będzie,
lecz co się może zdarzyć,
gdy czuję pustkę wszędzie?
Pod naszym wspólnym niebem,
wszechświaty dzielą nas.
Odległą moją gwiazdę,
oddala ciągle czas...
W oczach Twoich szczęście,
przyszłość przy Twym boku,
w marzeniach widziałem,
i widzę co roku.
Tęsknię po kres czasu,
patrzę w niebo sam.
Na zawsze w mym sercu,
tylko Ciebie mam...
środa, 22 listopada 2017
wtorek, 4 kwietnia 2017
Despair
Ostatni sakrament - to już kilka dni,
Twe serce - jak diament, znowu mi się śni.
I na tym się kończy - toczenie kamienia,
bom nigdy był niewart Twojego imienia.
To już za dni kilka - ciemność mnie pochłonie
zgasną ostatnie nadziei płomyki...
Nie dotkną miłości już nigdy me dłonie,
już nigdy nie ogrzeją mnie Twoje promyki.
Choć wiernym po wieki - słaby to poeta,
co na swoją miłość już lat wiele czeka.
I chociaż wciąż we mnie - żyją paranoje,
samotnie podążam przez świat - a nie "we dwoje".
Bezsilnie upadam, w nurt otchłani płynę,
bez celu i sensu - wszystko utraciłem.
Jako jedna z kropel - w deszczu się rozpłynę,
niewarte nic kompletnie - co w życiu uczyniłem.
Prawda gorzka jak - w wieczności rozstanie,
zabrała mi podporę, z którą wprzód kroczyłem.
Ostatni sakrament - to moje poddanie,
na zawsze na uboczu zostanę - jak byłem.
Kolejne wieczory bez pracy i miłości,
cierpię w pustym domu - cierpię w samotności,
Nie pojmie nikt tego - nieludzko tak boli...
nie pozna nikt po mnie, że jestem w niedoli.
Uśmiechać się będę, swą maskę nałożę,
choć ciężko jest wstać, wraz ze świtem nieba.
Nikogo nie smucąc, pozory szczęścia stworzę,
nikt nie da mi lekarstwa, którego mi potrzeba.
Kolejne dni życia, dokończę już w pustce,
i kiedyś ukojenia przyjdzie słodki smak.
Serce gdzieś zostawię - zawinięte w chustce,
polecę do chmur - wolny niczym ptak.
I chociaż miną wieki, być może zniknie świat,
i tak nie zapomnę - jak niesamowicie,
u Twego boku było, wstecz miliardy lat,
I zawsze będę kochał Ciebie ponad życie.
Twe serce - jak diament, znowu mi się śni.
I na tym się kończy - toczenie kamienia,
bom nigdy był niewart Twojego imienia.
To już za dni kilka - ciemność mnie pochłonie
zgasną ostatnie nadziei płomyki...
Nie dotkną miłości już nigdy me dłonie,
już nigdy nie ogrzeją mnie Twoje promyki.
Choć wiernym po wieki - słaby to poeta,
co na swoją miłość już lat wiele czeka.
I chociaż wciąż we mnie - żyją paranoje,
samotnie podążam przez świat - a nie "we dwoje".
Bezsilnie upadam, w nurt otchłani płynę,
bez celu i sensu - wszystko utraciłem.
Jako jedna z kropel - w deszczu się rozpłynę,
niewarte nic kompletnie - co w życiu uczyniłem.
Prawda gorzka jak - w wieczności rozstanie,
zabrała mi podporę, z którą wprzód kroczyłem.
Ostatni sakrament - to moje poddanie,
na zawsze na uboczu zostanę - jak byłem.
Kolejne wieczory bez pracy i miłości,
cierpię w pustym domu - cierpię w samotności,
Nie pojmie nikt tego - nieludzko tak boli...
nie pozna nikt po mnie, że jestem w niedoli.
Uśmiechać się będę, swą maskę nałożę,
choć ciężko jest wstać, wraz ze świtem nieba.
Nikogo nie smucąc, pozory szczęścia stworzę,
nikt nie da mi lekarstwa, którego mi potrzeba.
Kolejne dni życia, dokończę już w pustce,
i kiedyś ukojenia przyjdzie słodki smak.
Serce gdzieś zostawię - zawinięte w chustce,
polecę do chmur - wolny niczym ptak.
I chociaż miną wieki, być może zniknie świat,
i tak nie zapomnę - jak niesamowicie,
u Twego boku było, wstecz miliardy lat,
I zawsze będę kochał Ciebie ponad życie.
środa, 11 stycznia 2017
Mirror
Na dole czasem jest - co ma być na górze,
czasami jest małe - co miało być duże,
Bez znaczenia bywa coś, im więcej warte,
zanikają szlaki, ongiś nam przetarte.
czasami jest białe - co miało być czarne,
nie wiedzieć dlaczego, wyblakło na marne.
czarne zaś - białym też czasami bywa,
i tak na odwrót się życie odbywa.
Niesieni podmuchem - szukamy szczytu nieba,
gdy stać na ziemi stabilnie nam potrzeba.
Biegniemy coraz szybciej, choć nikt nas nie woła,
zamiast stanąć w miejscu, rozejrzeć dookoła.
Dłuższe mamy ręce, niż w przyszłość mierzymy,
nie dosięgamy miary, wszystkich naszych marzeń...
W lodzie naszych serc, uczucia palimy,
By móc się znieczulić, w obliczu przyszłych zdarzeń.
Mieliśmy być wielcy, w swych dziecięcych planach,
lecz szansa na sukces, wciąż jest gdzieś - nieznana.
Miało być jak w niebie - a codziennie parzy,
co jeszcze na odwrót się jutro wydarzy?
Czy słowa zamilkną, niedopowiedziane?
Czy na przód - do dzisiaj - znowu się cofniemy?
Odpowiedź jest prosta, a wszystko nieznane,
żyjemy tak zupełnie - jak tego nie chcemy.
czasami jest małe - co miało być duże,
Bez znaczenia bywa coś, im więcej warte,
zanikają szlaki, ongiś nam przetarte.
czasami jest białe - co miało być czarne,
nie wiedzieć dlaczego, wyblakło na marne.
czarne zaś - białym też czasami bywa,
i tak na odwrót się życie odbywa.
Niesieni podmuchem - szukamy szczytu nieba,
gdy stać na ziemi stabilnie nam potrzeba.
Biegniemy coraz szybciej, choć nikt nas nie woła,
zamiast stanąć w miejscu, rozejrzeć dookoła.
Dłuższe mamy ręce, niż w przyszłość mierzymy,
nie dosięgamy miary, wszystkich naszych marzeń...
W lodzie naszych serc, uczucia palimy,
By móc się znieczulić, w obliczu przyszłych zdarzeń.
Mieliśmy być wielcy, w swych dziecięcych planach,
lecz szansa na sukces, wciąż jest gdzieś - nieznana.
Miało być jak w niebie - a codziennie parzy,
co jeszcze na odwrót się jutro wydarzy?
Czy słowa zamilkną, niedopowiedziane?
Czy na przód - do dzisiaj - znowu się cofniemy?
Odpowiedź jest prosta, a wszystko nieznane,
żyjemy tak zupełnie - jak tego nie chcemy.
czwartek, 5 stycznia 2017
Post Scriptum
Melodia rozbrzmiewa wśród ciszy,
gra echo - wśród bezgłosowości.
Jak księżyc - swe gwiazdy znów słyszy,
skąpany, w swojej codzienności.
Jak ciemność - przynosi ciemne niebo,
jak blaskiem - słońce swe okala.
Wielgachne jest - życia drzewo.
Im wyższe - tym niebo się oddala.
Wspaniałym paradoksem wciąż żyjemy,
tym mniej mamy - im więcej chcemy.
Szukamy gwiazd, odległych tak...
lecz to co blisko - to w śpiewie ptak.
To tęcza jest, a na jej końcu,
jest deszczów koniec, zapowiedź słońca.
Znów czeka nas, lato w gorącu,
a potem deszcz - i tak bez końca.
Znów można upaść na kolana,
i klęczeć tam przez rok, do rana.
Lecz gra melodia i nie ustaje,
wraz z nią nam grać wciąż pozostaje...
gra echo - wśród bezgłosowości.
Jak księżyc - swe gwiazdy znów słyszy,
skąpany, w swojej codzienności.
Jak ciemność - przynosi ciemne niebo,
jak blaskiem - słońce swe okala.
Wielgachne jest - życia drzewo.
Im wyższe - tym niebo się oddala.
Wspaniałym paradoksem wciąż żyjemy,
tym mniej mamy - im więcej chcemy.
Szukamy gwiazd, odległych tak...
lecz to co blisko - to w śpiewie ptak.
To tęcza jest, a na jej końcu,
jest deszczów koniec, zapowiedź słońca.
Znów czeka nas, lato w gorącu,
a potem deszcz - i tak bez końca.
Znów można upaść na kolana,
i klęczeć tam przez rok, do rana.
Lecz gra melodia i nie ustaje,
wraz z nią nam grać wciąż pozostaje...
Subskrybuj:
Posty (Atom)