wtorek, 28 stycznia 2014

Farewell


Nie zdajesz sobie sprawy, jak mocno Cię kocham,
nie zdajesz sobie sprawy, jak mocno ranisz mnie.
Wciąż jesteś obojętna, nie okazujesz serca...
tak bardzo chcę je zdobyć... chcę zdobyć serce Twe.

Wciąż kłody mi pod nogi rzucasz, bez wytchnienia,
tak często mnie unikasz, zadajesz wielki ból...
Choć wiem co powinienem - to robię wciąż odwrotnie.
Choć cukier życie słodzi, to Ty jesteś jak sól.

Nie chciałem kochać Ciebie, lecz tak się właśnie stało,
straciłem swój rozum, wartości, przekonania...
Czy jesteś tego warta? Czy wszystko wyolbrzymiam?
Powodem jesteś serca mojego złamania.

Spoglądam wciąż na Ciebie i ciągle widzę smutek,
oraz lodowatość, którą mnie uraczasz.
Lecz wiedz, że już na stałe w moim sercu jesteś...
i tam niezmierzone tereny wciąż przekraczasz.

Nie miało być tam Ciebie, bo nie dla Ciebie one,
dla drugiej połówki już je przeznaczyłem...
więc czemu tam się wdarłaś, dlaczego właśnie teraz?
gdy los swój zrozumiałem i się z nim pogodziłem.

Czy musisz wciąż mnie ranić i co ja zrobić mogę?
Już wiem - w swe ręce sprawy zabrać muszę.
Odejdę, zniknę, już nigdy Cię nie ujrzę.
Zapomnieć - do tego pamięć swoją zmuszę.

Ostatnie zatem chwile mogę ujrzeć Ciebie.
Ostatnie ulotne spojrzenia Ci rzucić.
Ostatnie sekundy usłyszeć Twój głos.
Bo takie jest me życie, taki jest mój los.

wtorek, 21 stycznia 2014

23.11.09.

What do we do now?
We can do anything...
Where should we go?
Anywhere...
And we'll go there together....
'till the end of time.

niedziela, 19 stycznia 2014

emptiness

Choć późna jest godzina, a niebo jest już ciemne,
me zmysły wciąż są przy mnie, wciąż uśpić ich nie mogę.
Próbuję nie myśleć... wysiłki me daremne...
Błądzę wciąż myślami, zgubiłem swoją drogę.

Mijają godziny... - aż w końcu się udaje!
Pochłania mnie sen - lecz bez ukojenia...
Wciąż daje mi ból, cierpienie zadaje,
sny mnie zadręczają znów - bez znieczulenia.

Otwieram znowu oczy, czerwone, podkrążone,
nie mogłem się wyspać, godziny przemijają...
Serce nieustanną walką już zmęczone,
poddaje się powoli, me ręce opadają.

Bez walki, swobodnie, w dół się osuwają,
i wszelką wolę walki duch mój już utracił...
Żadne motywacje już nie pomagają.
Miałem wielkie serce, lecz żem się zatracił.

Kompletnie pogrążony, w beznadziei stanie...
nie wiem co mam robić, czy wciąż do przodu kroczyć?
I jaki to ma sens? - zadaję to pytanie.
Czy to jedyna ścieżka? I nie da się z niej zboczyć?

Podnoszę się z trudem, lecz nie ma we mnie życia,
bo ono wygasło już trzy lata temu.
Słowa - że dam radę - były bez pokrycia.
Od dawna już poddałem się cierpieniu swemu.

Im bardziej się starałem, im więcej zmienić chciałem,
im więcej dobrego wyciągnąć z wnętrza swego...
tym gorzej się działo, tym gorzej wypadałem.
I chcąc czynić dobro - czyniłem wiele złego. 

Minęło wiele lat, tysiące dni z życia,
uczucia i emocje, przemijały stale.
Miliony słów wspaniałych, miliony bez pokrycia...
życie pełne pustki, nic nie jest doskonałe.

Dni kilka wystarczyło, by świat znów się zawalił, 
by wszystko się zburzyło, straciło swe znaczenie...
Jej piękno to zaczęło, jej wdzięk mnie wręcz powalił...
czy takie było fatum, czy takie przeznaczenie?

Pierwszy bowiem raz, w długim swym żywocie,
obcuję z tym uczuciem, nieznanym dotąd mi....
gdy pierwsze me wejrzenie - jak sen jest o powrocie...
czaruje me uczucia i wszystkie moje sny.

Na nowo pokochać, przeżywać aż tyle..
jak 3 lata temu... nie miało mi być dane.
Lecz stało się źle,  wróciły motyle.
Więc czemu jest mi przykro, a nie jest wspaniale?

Nie miałem wyboru, los na jedną kartę,
dnia tego postawiłem, i życie przegrałem.
Nie ma już odwrotu, szlaki już przetarte,
przynajmniej próbowałem... wiem, że się starałem.

I znowu  jest czas zasnąć, kolejny dzień mija,
lecz po co ma dla mnie następny nadchodzić?
Czas ciągle robi swoje, me życie przemija.
Czas z życiem w "pustce" jest mi się pogodzić.