poniedziałek, 30 maja 2016

wataha

Spowite głodem, umysły wilcze...
sensacji głodni... za mało wrażeń.
Ich stadem otoczony - tylko milczę.
Oddalam od wpływów, złych skażeń.

Zafascynowani są, swym majestatem.
Płynie wciąż im ślina, głód narasta.
Choć widzą jak najgorzej - nazwą bratem.
Połamany nawet kieł - im odrasta.

Rozszarpią, zagryzą, by tylko Cię pogrążyć...
Oni muszą zawsze czuć swoje potęgi.
Byś płakał, kłonił się - do tego będą dążyć.
By wyrwać paznokcie - zastąpią obcęgi.

Strzeż się wilków, w otaczającym stadzie.
Uważaj, byś głodu ich nie zaspokajał.
Mądry - kto krzyżyk od razu na nich kładzie.
Powoli, bezszelestnie, od nich się oddalaj.

Nie próbuj ujarzmić - nie Twoje to stado.
Nie szukaj sympatii, litości, zrozumienia.
Wśród szarlatańskiej watahy uciekaj...
dla własnego istnienia,
nie zwlekaj...

czwartek, 26 maja 2016

Dream

Życie bez połowy - nierozgrzany płomień...
Umysł jest bez głowy - pośród wspomnień.
Ściska mocno w gardle - Jej utrata,
koniec szczęścia, życia - koniec świata.

Ponure ciemności pośród nieba...
Wciąż w pustce - inny jest smak chleba.
Skazani na życie wśród niewoli,
skuci łańcuchami - serce boli.

Zanika swoboda - więzy ciasne...
Wewnątrz nas niezgoda - zaraz zasnę...
Będę śnić wieczność - koszmar znika...
Marzenie znów życie me przenika.

Czuję wciąż nadzieję - coraz dalej...
wracasz pośród uczuć woli trwałej.
Piękne światło Twe pośród ciemności.
Żyję w blasku Twej nieskończoności...

Uczucie jak stal - nie do złamania.
Kiedy patrzę w dal, pełen oddania,
znowu Ciebie widzę, tuż przede mną.
Jaką byłaś - wciąż nieskazitelną.

Zostały sekundy, ostatnie nam słowa...
Szepczemy - nie słyszę... oddalasz się znów.
Mój umysł się budzi... podnosi ma głowa.
Nie widzę już blasku, nie słyszę Twych słów.

Kolejny to sen, pośród codzienności,
kolejny mój dzień, bez Twej wspaniałości.
Przyśnij mi się znów, udziel mi pomocy.
Szeptem do mnie mów - wśród gwieździstej nocy...

wtorek, 24 maja 2016

Joke

Kochać - to jest jak zaraza,
wwierca się wciąż w nasze męki.
Wśród przeszłości nas przeraża,
skrywa żale - dusi lęki.

Tę historię opowiadam,
chcę - by złotołudne skarby,
jak żałości - którą władam,
wytwarzały własne barwy.

Wśród kolorów, bólu czerni,
najcierpieńsze męki wznieca...
miłość - co się już nie spełni.
Pozostanie pusta świeca.

W sercu była, w sercu boli,
tam jest obraz jej jasności.
Czas - ran nigdy nie zagoi,
nie wyrwiemy się przeszłości.

Czyny, gesty - nasze słowa,
dają nam świadectwo ducha.
Lecz bezmózga - nasza głowa,
serce nigdy nas nie słucha.

Będę szukać swego szczęścia,
biegnąc, walcząc, burząc mury.
Do stracenia nic - do wzięcia,
całe życie - szczęścia góry.

Uśmiechamy się do siebie,
drzewo rośnie pośród lasu...
Chmur tak wiele jest na niebie -
zagubione w głębi czasu.

Jutro - dzisiaj, miłe życie,
szczęście - do wygrania fartem.
Nie jest warte te odkrycie,
życie jest po prostu żartem...

piątek, 13 maja 2016

Mask

Odbici w zwierciadle - nie znamy siebie sami.
Kujemy los w kowadle, choć wczoraj -  już za nami.
Rzucamy się niedbale, z motyką na słońce.
"Nic" jest z nami trwale - jak serce gorące...

Tańczymy w rytm muzyki, niebo gra melodię,
szepczemy okrzyki - każdy w swoją fobię.
Ślepo wciąż patrzymy, kłaniamy wokoło,
i chociaż wciąż mylimy - śmiejemy się wesoło.

To wszystko złudzenie? A może to gra?
Ciemności odzienie, na złej drodze trwa?
Maski zakładane, teatr wielu ról?
Życie sczerniałe, a w sercu tylko ból...

Pośród tego wrzasku - chcemy się wyciszyć,
dla przeszłości blasku - na nią chcemy liczyć...
Zawsze bez pomocy, liczymy siebie sami.
Choć wiele przemocy, za nami i przed nami.

Rozstajemy się, z wierzchołkiem nadziei,
Szczyt był niewidzialny - rany już nie sklei.
U korzeni wciąż, trzymamy swoją dolę.
Każdy jeden z nas, rozgrywa swoją rolę...

Zakładajmy maski - w nicość podążajmy.
Nie dla nas oklaski, czerni się oddajmy.
Nie wygramy nigdy, z siłą reżyserii.
Cieszmy się resztkami życia złej scenerii...

Gdy opadnie kurtyna, teatr skończy pracę.
Niech dusza wciąż wspomina - niechaj na tym stracę...
I choć pewnego dnia, kres wszelki nadejdzie.
Ma rola, którą grałem - w czyimś sercu będzie...

wtorek, 10 maja 2016

Rain

Kreska - malowana, trwałym atramentem,
piękność wysokości - piętra strachu.
Trwałość jest jedynym życia oponentem,
deszcz piękny - jedynie bez dachu.

Wszystko - wsiąkające, w gąbkę codzienności.
Znów się obejrzałem - pustka.
Światło księżyca, spowite jest w ciemności,
a deszcz tak delikatnie muska...

Wieczór - zaświeciła się kolejna świeca.
Odchodzi - kolejna osobowość.
Płomień przeszłości mą wyobraźnię wznieca,
rozświetla go nietuzinkowość.

Jesteśmy - nie pragnie nikt tego istnienia.
Wzgardzeni - ludzie przeszłości.
Szukamy po prostu grzechów przebaczenia..
Wzgardliwie - świat się złości.

Przeklęci - nie chcemy być dłużej niechciani.
Dookoła - wszyscy są bez głowy.
Lata wciąż mijają - miłości wciąż oddani,
Kochamy - drugie swe połowy.

Burza - wiatr hula, sieje spustoszenie,
wszystko jest dzisiaj tak ciemne...
Przegrywa wraz z czasem nasze przeznaczenie,
od marzeń tak bardzo odmienne.

Mokniemy - wśród deszczu, po oczach płyną łzy...
nie pocą się wcale nam oczy...
Podlewane smutkiem, radosne kwitną sny...
ich świat do przodu wciąż kroczy...

piątek, 6 maja 2016

Zenit

Dzień skryty we mgle - noce namiętności.
Melancholii smak, łyk magicznej warstwy. 
Piękno życia w tle - łyk oczywistości,
drogowskazu znak, piękność chwil przeszłości.

Unosi się w głębi, żyje swoją mocą,
nadzieją, powodem - jest sensem istnienia.
Zło jej nie ziębi, narasta siłą - nocą.
Otacza obwodem, swe kręgi przeznaczenia. 

Wewnątrz podmiotu, wielkiego tak - istnienia,
unosi się to piękno - szuka swej połowy...
Żyje wśród kłopotu - nie do zapomnienia,
zacieśnia się piętno - gotowe do odmowy. 

Wszystko to ukryte, wewnątrz myśli jednej,
spływa wewnątrz serca, okajane duszą. 
Szczątki już rozprute, w karmie życia biednej,
smutek już się wwierca, i pragnienia kuszą.

I tchu już nie łapie - ale ciągle szuka,
tłamsi zawistność, niszczy brak nadziei. 
W gardle wciąż drapie, i do serca puka,
cząstki oczywistość - kawałki jej klei.

Puzzle są ogromne, długo niezłączalne,
ale krok po kroku - Ona wciąż pięknieje.
Pragnienia nieskromne - ciągle odnawialne,
nie schodzą z widoku - choć los się z Nas śmieje.

Składane są w jedność - przez rzeki istnienia,
przez wieczność błękitu - spoglądając w górę...
Między nimi wierność - nie do odnowienia...
Widzę wśród zenitu - swoją piękną chmurę....

wtorek, 3 maja 2016

Abyss

Wzniosły niegdyś byt, czyste serce miał.
Życia jego szczyt - wiedział, czego chciał.
Przy nim jego skarb - on był w swym rozkwicie.
Ciepłe barwy farb, malowały życie.

Ubrany w Jej ciepło, przed sobą miał świat.
uczucie w nim skrzepło, na nieskończoność lat...
Był młody, tak zdolny... - przewyższał otoczenie,
od zepsucia wolny, spełniał swe marzenie.

Umysł jasny, czysta dusza - wiedział co ma czynić.
Zgubi drogę, którą rusza? - siebie będzie winić.
Jeden krok by żyć szczęśliwie - tylko jeden krok...
Los ukarał obrzydliwie... w przepaść zrobił skok...

Ciemność nagle, dookoła - serce czuje chłód...
Choć sumienie wciąż go woła - daremny to trud.
Otchłań budzi jego lęki - chce promieni słońca.
Walczy - w myślach ma Jej wdzięki - lecz nie widzi końca.

Dna nie widać... nie upada... - spada długo tak...
smutek, rozpacz nim owłada - czeka wciąż na znak.
Dookoła jest samotność - nie widzi nikogo.
Tylko szczęścia swą ulotność - Ją wspomina błogo...

Z każdym dniem, jest coraz głębiej - minęły już lata...
żal i smutek go pochłania - boli Jej utrata.
wciąż nie widać końca lotu - ku destrukcji jego.
Lecz on szuka wciąż powrotu, szuka ciepła swego...

W swoim locie, ciągle wierzy - że Ona go złapie.
Znów swe serce Jej powierzy - znów na szczyt się wdrapie.
Dzisiaj spada, trzęsie z zimna - jest już nisko tak...
Ona nic mu nie jest winna - ma swój własny szlak...

Kiedy o dno się rozbije? Lub zakończy drogę?
"Może ciepłem go okryję? Może mu pomogę?"
W swojej głowie tą iluzję, słowa fikcji słyszy,
jego serce ledwo ciepłe, nadal dla Niej dyszy.

Będzie zawsze, bo zakrzepła w nim już po wsze czasy.
I odzyska kiedyś ciepło - wszelkie jego krasy.
Wyjdzie z cienia - ku światłości, będzie ponad ludzi.
Rzuci uśmiech swej przeszłości - lepszy się obudzi...