miłością otoczony, nie znałem granic żadnych.
Myślami głęboko w przyszłość wybiegałem,
lecz piękne dni minęły, choć tego nie chciałem.
Dziś jest inaczej, kompletne przeciwieństwo,
już nie wiem kim jestem, oblicz moich wiele...
Próbuję się odnaleźć, sposób życia znaleźć,
zrobić cokolwiek, odzyskać człowieczeństwo.
Jak mam się zachowywać i jaką obrać drogę?
Co czynić by sens staraniom mym nadać?
Jak mam zażegnać całą swoją trwogę?
Co zrobić, by znowu życiem swoim władać?
Odzyskać kontrolę, by los swój odwrócić,
który niełaskawy zawsze dla mnie był.
Jak się przeciwstawić, jak do przodu ruszyć?
Sprawić by smutek z oczu moich zmył?
Nie umiem się pozbawić wszelkiej swej nadziei...
Nie umiem złożyć broni, powiedzieć sobie "dość".
Po prostu się poddać, obrać jedną drogę...
Po prostu - zrozumieć, że życie daje w kość...
Brakuje odpowiedzi na wszelkie me pytania.
Brakuje planu, chęci, motywacji.
Brakuje jakiegokolwiek przekonania.
Wciąż pozostaję w wielkiej konsternacji.
Chcę podjąć walkę, zatracić się w staraniach,
nie mieć czasu myśleć - dawać z siebie wszystko.
W codziennym wysiłku, w codziennnych zmaganiach,
chcę czuć się spełniony, "spełnienia" czuć się blisko.
Odrzucam swe marzenia, tak nieosiągalne,
o swojej kobiecie, co jest mi przeznaczona....
Poświęcam się pracy, oddaję swoje życie.
By czas mi nie pozwolił więcej marzyć skrycie.
Chcę znowu być wolny, bez żadnych oczekiwań,
szczęśliwy swobodą, od marzeń wyzwolony...
Chcę wiedzieć, że robię to, co robić muszę.
I już się nie wzruszę - swych uczuć pozbawiony.