gra echo - wśród bezgłosowości.
Jak księżyc - swe gwiazdy znów słyszy,
skąpany, w swojej codzienności.
Jak ciemność - przynosi ciemne niebo,
jak blaskiem - słońce swe okala.
Wielgachne jest - życia drzewo.
Im wyższe - tym niebo się oddala.
Wspaniałym paradoksem wciąż żyjemy,
tym mniej mamy - im więcej chcemy.
Szukamy gwiazd, odległych tak...
lecz to co blisko - to w śpiewie ptak.
To tęcza jest, a na jej końcu,
jest deszczów koniec, zapowiedź słońca.
Znów czeka nas, lato w gorącu,
a potem deszcz - i tak bez końca.
Znów można upaść na kolana,
i klęczeć tam przez rok, do rana.
Lecz gra melodia i nie ustaje,
wraz z nią nam grać wciąż pozostaje...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz