Głęboki oddech w grudniową tę noc,
ostatni papieros w paczce swej zalega...
nadmierne, uporczywe rąk moich drżenie,
niepokój, niepewność... postradałem zmysły.
Pamiętam uczuć siłę, pamiętam uczuć moc,
dzisiaj wiem jak bardzo kocha Cię kolega...
Chaotyczne, destrukcyjne, jest moje myślenie...
Twój wybór był zbyt prosty... był zbyt oczywisty...
Wspominam każdą chwilę, każde Twe wspomnienie...
i gdy w księżyca blasku wtedy powiedziałem;
nieważne gdzie - ważne, że pod wspólnym niebiem,
a dziś pod tym niebiem - gorycz pozostała...
Lecz tak jak obiecałem, aż po ostatnie tchnienie...
na zawsze w moim sercu będziesz - zapewniałem.
ulotne to wspomnienie, cudownego życia...
moja pewność siebie wszystko pogrzebała.
Ciężko żyć bez Ciebie, bez tego uczucia,
gdy góry przenosisz, gdy wiesz, że możesz wszystko.
Ciężko żyć z ogromnym tym poczuciem winy,
ciężko oddychać, cóż mi pozostało?
Czemu nie słuchałem swojego przeczucia?
gdy w porę w alarm biło, że koniec jest już blisko...
zostały mi wspomnienia, szczęścia te - ruiny.
By dalej iść przez życie, niewiele to... - za mało.
Gdy święta ogarniają ludzi dookoła,
wszyscy się radują, rozdają prezenty,
i cieszą się niektórzy ze swojej miłości.
Ja jestem tutaj sam, o więcej nie proszę.
Godzę się z przyszłością, chodź serce moje woła...
boli mnie dziś portret Twój w jego ramionach.
Najwspanialsze nawet szczęście pełne jest też ości...
Tę grudniową noc, znów bez Ciebie znoszę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz