poniedziałek, 27 czerwca 2016

Shrub

Krzew, pod drzewem rosnący - tak waleczny.
Przez czas wciąż gardzony, przez wiatr tak szarpany...
Cel jasny - rosnąć, choć koniec jest wieczny.
Liście w woli życia - przeżyją, odłamy.

Chciał tylko żyć, lecz musiał pić wodę,
by patrzeć się w niebo, by istnieć wśród troski.
Dzień każdy kolejną przysparzał mu trwogę,
Świat tak wciąż nieznany, niczym bagno - grząski.

Istniał bez celu - nie prosił o istnienie,
bez duszy, bez serca - jedynie chęć przetrwania.
O dni kolejne walczył, znosił swe cierpienie,
lecz nie czuł swej męki, nie szukał uznania.

Nie wiedział jak marne, jego te oblicze,
lecz czuł - natury jedność w swym istnieniu.
Nie wiedział - po co, lecz zasypiał nocą,
i budził wśród blasku słońca oświetleniu.

Mijały tak lata, mijały dekady,
on wciąż patrzył w niebo i szukał swej chmury.
Porzucony, sam - nie poznał nigdy zdrady,
od zawsze samotnie poznawał świat ponury...

Widział jednak, gdzieś, w obliczu tej wieczności,
dostrzegał iskrę w sercu - wbite w serce sople...
Nie mógł Jej uchwycić, liście zamiast kości...
Łzy po jego liściu - spływają deszczu krople...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz