Syzyfowy głaz, wciąż toczony,
w klatce, ciemnością przyćmiony,
upada ponownie, niszczy jutro.
Cierpienia - noszą czerni futro.
Ze skóry człowieka skaranego,
nieświadom jest, co zrobił złego.
Głaz - niczym życie, wciąż upada.
Brak duszy - jego sercem włada.
Pustka wewnątrz, ciemność wokół,
choć, wciąż marzy mu się spokój.
Bezimiennym stał się pluszem,
mimo serca ciągłych wzruszeń.
Pragnie końca, lecz ktoś bliski,
ktoś, kto jest dla niego wszystkim,
daje sens bezsensowności...
Promienieje wśród ciemności.
Dzień kolejny, głaz znów spadł,
ktoś na jego miejscu siadł...
ktoś przysłonił coś pięknego...
ktoś odebrał coś cennego...
Ktoś przegonił, ktoś był lepszy,
choć nie pisze żadnych wierszy.
Ktoś szczęśliwy, ktoś w jasności,
ktoś spełniony w swej miłości.
Głaz toczony wciąż do góry,
na wysokość jego chmury.
Choć nie widzi już jej lotu,
wypatruje jej powrotu.
W tej uwięzi mija życie,
ciemność jedynym okryciem.
Klatka domem, ciasny kąt...
chmura już daleko stąd...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz