wtorek, 3 maja 2016

Abyss

Wzniosły niegdyś byt, czyste serce miał.
Życia jego szczyt - wiedział, czego chciał.
Przy nim jego skarb - on był w swym rozkwicie.
Ciepłe barwy farb, malowały życie.

Ubrany w Jej ciepło, przed sobą miał świat.
uczucie w nim skrzepło, na nieskończoność lat...
Był młody, tak zdolny... - przewyższał otoczenie,
od zepsucia wolny, spełniał swe marzenie.

Umysł jasny, czysta dusza - wiedział co ma czynić.
Zgubi drogę, którą rusza? - siebie będzie winić.
Jeden krok by żyć szczęśliwie - tylko jeden krok...
Los ukarał obrzydliwie... w przepaść zrobił skok...

Ciemność nagle, dookoła - serce czuje chłód...
Choć sumienie wciąż go woła - daremny to trud.
Otchłań budzi jego lęki - chce promieni słońca.
Walczy - w myślach ma Jej wdzięki - lecz nie widzi końca.

Dna nie widać... nie upada... - spada długo tak...
smutek, rozpacz nim owłada - czeka wciąż na znak.
Dookoła jest samotność - nie widzi nikogo.
Tylko szczęścia swą ulotność - Ją wspomina błogo...

Z każdym dniem, jest coraz głębiej - minęły już lata...
żal i smutek go pochłania - boli Jej utrata.
wciąż nie widać końca lotu - ku destrukcji jego.
Lecz on szuka wciąż powrotu, szuka ciepła swego...

W swoim locie, ciągle wierzy - że Ona go złapie.
Znów swe serce Jej powierzy - znów na szczyt się wdrapie.
Dzisiaj spada, trzęsie z zimna - jest już nisko tak...
Ona nic mu nie jest winna - ma swój własny szlak...

Kiedy o dno się rozbije? Lub zakończy drogę?
"Może ciepłem go okryję? Może mu pomogę?"
W swojej głowie tą iluzję, słowa fikcji słyszy,
jego serce ledwo ciepłe, nadal dla Niej dyszy.

Będzie zawsze, bo zakrzepła w nim już po wsze czasy.
I odzyska kiedyś ciepło - wszelkie jego krasy.
Wyjdzie z cienia - ku światłości, będzie ponad ludzi.
Rzuci uśmiech swej przeszłości - lepszy się obudzi...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz