Kreska - malowana, trwałym atramentem,
piękność wysokości - piętra strachu.
Trwałość jest jedynym życia oponentem,
deszcz piękny - jedynie bez dachu.
Wszystko - wsiąkające, w gąbkę codzienności.
Znów się obejrzałem - pustka.
Światło księżyca, spowite jest w ciemności,
a deszcz tak delikatnie muska...
Wieczór - zaświeciła się kolejna świeca.
Odchodzi - kolejna osobowość.
Płomień przeszłości mą wyobraźnię wznieca,
rozświetla go nietuzinkowość.
Jesteśmy - nie pragnie nikt tego istnienia.
Wzgardzeni - ludzie przeszłości.
Szukamy po prostu grzechów przebaczenia..
Wzgardliwie - świat się złości.
Przeklęci - nie chcemy być dłużej niechciani.
Dookoła - wszyscy są bez głowy.
Lata wciąż mijają - miłości wciąż oddani,
Kochamy - drugie swe połowy.
Burza - wiatr hula, sieje spustoszenie,
wszystko jest dzisiaj tak ciemne...
Przegrywa wraz z czasem nasze przeznaczenie,
od marzeń tak bardzo odmienne.
Mokniemy - wśród deszczu, po oczach płyną łzy...
nie pocą się wcale nam oczy...
Podlewane smutkiem, radosne kwitną sny...
ich świat do przodu wciąż kroczy...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz