Dzień skryty we mgle - noce namiętności.
Melancholii smak, łyk magicznej warstwy.
Piękno życia w tle - łyk oczywistości,
drogowskazu znak, piękność chwil przeszłości.
Unosi się w głębi, żyje swoją mocą,
nadzieją, powodem - jest sensem istnienia.
Zło jej nie ziębi, narasta siłą - nocą.
Otacza obwodem, swe kręgi przeznaczenia.
Wewnątrz podmiotu, wielkiego tak - istnienia,
unosi się to piękno - szuka swej połowy...
Żyje wśród kłopotu - nie do zapomnienia,
zacieśnia się piętno - gotowe do odmowy.
Wszystko to ukryte, wewnątrz myśli jednej,
spływa wewnątrz serca, okajane duszą.
Szczątki już rozprute, w karmie życia biednej,
smutek już się wwierca, i pragnienia kuszą.
I tchu już nie łapie - ale ciągle szuka,
tłamsi zawistność, niszczy brak nadziei.
W gardle wciąż drapie, i do serca puka,
cząstki oczywistość - kawałki jej klei.
Puzzle są ogromne, długo niezłączalne,
ale krok po kroku - Ona wciąż pięknieje.
Pragnienia nieskromne - ciągle odnawialne,
nie schodzą z widoku - choć los się z Nas śmieje.
Składane są w jedność - przez rzeki istnienia,
przez wieczność błękitu - spoglądając w górę...
Między nimi wierność - nie do odnowienia...
Widzę wśród zenitu - swoją piękną chmurę....
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz