Życie bez połowy - nierozgrzany płomień...
Umysł jest bez głowy - pośród wspomnień.
Ściska mocno w gardle - Jej utrata,
koniec szczęścia, życia - koniec świata.
Ponure ciemności pośród nieba...
Wciąż w pustce - inny jest smak chleba.
Skazani na życie wśród niewoli,
skuci łańcuchami - serce boli.
Zanika swoboda - więzy ciasne...
Wewnątrz nas niezgoda - zaraz zasnę...
Będę śnić wieczność - koszmar znika...
Marzenie znów życie me przenika.
Czuję wciąż nadzieję - coraz dalej...
wracasz pośród uczuć woli trwałej.
Piękne światło Twe pośród ciemności.
Żyję w blasku Twej nieskończoności...
Uczucie jak stal - nie do złamania.
Kiedy patrzę w dal, pełen oddania,
znowu Ciebie widzę, tuż przede mną.
Jaką byłaś - wciąż nieskazitelną.
Zostały sekundy, ostatnie nam słowa...
Szepczemy - nie słyszę... oddalasz się znów.
Mój umysł się budzi... podnosi ma głowa.
Nie widzę już blasku, nie słyszę Twych słów.
Kolejny to sen, pośród codzienności,
kolejny mój dzień, bez Twej wspaniałości.
Przyśnij mi się znów, udziel mi pomocy.
Szeptem do mnie mów - wśród gwieździstej nocy...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz